Z tarczą albo na tarczy: czyli krewetka, ostryga i cała reszta.

Oto historia firmy La Maree,

Prawdziwa, chociaż trudno dać wiarę.

W zamierzchłych czasach zamkniętych granic,

Tirów kolejek, granicznych stanic,

Stu dokumentów, dwustu pieczątek,

Firma La Maree bierze początek.

 

Odważna, młoda i piękna była.

Ta, co się w czasach tych odważyła

Sprowadzać z Francji różne pyszności

(Co do piękności są wątpliwości).

Najlepsze knajpy już bez problemu

Te rarytasy mogły mieć w menu.

 

Tak, tak….

Dawno, dawno temu, bo już 27 lat minęło,  nie za siedmioma górami, ale za dwiema strzeżonymi granicami, które dzieliły Polskę od Francji, z tęsknoty za Francją i jej kuchnią, powstał pomysł.

A gdyby tak sprowadzać do Polski mule, ostrygi, homary, francuskie sery? Czyli wszystko z czego słynie francuska wykwintna kuchnia, a co dotąd było w Polsce mało znane i nieosiągalne?

Od słowa do słowa, od ludzi do ludzi, udało się zdobyć we Francji kontakty z najlepszymi szefami kuchni, właścicielami kutrów, hodowcami ryb i ostryg (z wieloma spośród nich pracujemy do dziś).

Bardzo istotna była znajomość francuskiego, bo szczególnie Francuzi są nacją, z którą łatwiej coś załatwić, jeśli się mówi ich językiem, a język francuski i francuska kuchnia były od zawsze pasją założycielki La Maree Ewy Goldschneider.

Tym pomysłem zachwyciło się kilku szefów cenionych restauracji w Warszawie.

Był rok 1993.

A tak się to zaczęło…

Najpierw okazyjny zakup używanego Peugeot chłodni (jak okazało – mocno używanego), oklejonego dumnie brzmiącym napisem: Oyster Express.

Potem rundka po warszawskich restauracjach i pierwsze zamówienia. Szczęśliwie się złożyło, że wówczas, w restauracjach najlepszych hoteli, w dobrym tonie było mieć francuskiego szefa kuchni, który stęskniony za ojczystą mową, łatwiej dawał namówić się na współpracę.  

Daleki kuzyn został kierowcą. Potem długa droga do Francji, oczekiwanie na odprawę na granicy – raz, drugi raz, za trzecim razem kuzyn pojechał sam. Faktury ręcznie wystawiane z kalkulatorem w ręku, najczęściej w pozycji leżącej na dywanie, po dniu spędzonym z dziećmi i wypełnionym codziennymi obowiązkami domowymi, taka pozycja była najwygodniejsza. A nocą, kiedy samochód z dostawą był odprawiany na granicy, stres – czy tym razem weterynarz przybił pieczątkę we właściwym miejscu? Czy nie brakuje jakiegoś dokumentu?  I błagalne telefony do celników z prośbą o szybką odprawę, aby nie kazali stać dwa dni w kolejce razem z tirami.

Przy czwartej dostawie Peugeot odmówił współpracy… A przecież dewizą La Maree była, obok niezawodnej jakości produktów, niezawodność dostaw. Ewa nie miała innego wyjścia, musiała pojechać do Francji własnym Fordem z rozłożonymi tylnymi siedzeniami – na szczęście temperatura na zewnątrz była nieco poniżej zera i przy wyłączonym ogrzewaniu, ostrygi, małże i homary w świetnej formie, a Ewa z cieknącym katarem, dojechali szczęśliwie na miejsce.

Po kilku miesiącach wiadomo już było, że ten pomysł ma sens.

Klienci, zachwyceni jakością i świeżością małży, ostryg, homarów, ryb, zamawiali coraz śmielej.

Rodzina dołożyła się do zakupu lepszego samochodu, dzieci podrosły, La Maree zaczęło być znane wśród restauratorów z najwyższej jakości sprowadzanych produktów i niezawodnych dostaw.

Ryby wprost z sieci i hodowlane,

tuż przed transportem są odławiane,

na te z hodowli papiery mamy,

że Label Rouge normy spełniamy.

Te same ścisłe znaki jakości

ma drób tłuściutki, wszystek przy kości.

Ostrygi długo świeżość trzymają,

o świcie w podróż chłodnią ruszają.

 

To była prawdziwa satysfakcja dostać od Ambasady Japonii oficjalny list z podziękowaniami za ostrygi dostarczone na pokaz kuchni japońskiej i zapewnieniem, że tak smacznych ostryg nie spotkali nawet w Paryżu.

Cudownie było usłyszeć, jak przy dostawie szef kuchni woła do kucharzy: chodźcie i zobaczcie, jak wygląda naprawdę świeża ryba.

A świeża ryba dla Ewy musi być złowiona przez małe kutry (petits bateaux) nocą i ładowana świtem na samochody, które ruszają w drogę. Nie ta z dużych holenderskich statków, wracających do portu po kilku dniach.

Jeśli ryba hodowlana – to odławiana na zamówienie i karmiona zdrową paszą. Najlepiej, żeby miała certyfikat jakości Label Rouge, gwarantujący odpowiednią jakość karmy i zgodność z procedurami hodowli.

Tak samo drób – perliczki, przepiórki, kurczaki, kaczki.
Ostrygi wyjmowane na zamówienie, doskonale w smaku, hodowane oryginalną metodą pozwalającą na dużo dłuższe zachowanie przez nie świeżości.
Mięso od sprawdzonych dostawców, znanego pochodzenia.
Sery – najchętniej AOC.
Wina – osobiście wybierane, nawet jeśli trzeba było pojechać do odległej winnicy sprawdzić kolejne roczniki.

Ewa była tak przekonana o jakości swoich produktów, że lecąc do Paryża na domową kolację z przyjaciółmi zabierała ze sobą krewetki twierdząc, że tak smacznych w Paryżu się nie dostanie.

Te same, przez lata niezmienne zasady utrzymywania stałej, najwyższej jakości sprowadzanych świeżych produktów, obowiązywały w firmie przez te 27 lat i obowiązują do dziś.

Raz kraby z pudła się wydostały,

azymut: Francja sobie obrały.

A wszystko działo się na granicy,

gdzie mieli oclić kraby celnicy.

Gdy wyłapano co do jednego,

przyszła celniczka z działu celnego,

uciekła krzycząc: co ja tu widzę?!?,

Heniek, weź odpraw to, ja się brzydzę!

 

Nie brakowało też zabawnych sytuacji Dzień po pierwszej dostawie prawie dwukilogramowego homara do jednej z restauracji, telefon od Ewy odebrał zastępca szefa i grobowym głosem poinformował: szef w szpitalu, homar rzucił się na niego i odgryzł mu palec. Chwilę zajęło zanim do Ewy dotarło, że to żart…

Albo inne zdarzenie, po okresie ostrych mrozów, w samochodzie Ewy pojawił się z dnia na dzień intensywny – powiedzmy delikatnie – zapach. Fachowcy nie mieli wątpliwości, trzeba zerwać gnijącą wykładzinę. Ktoś zajrzał głębiej do bagażnika – okazało się, że źródło zapachu to francuski ser Livarot, z natury intensywnie pachnący, który rozmroził się, kiedy przygrzało słoneczko. Byli tacy, którzy nie bali się skosztować…    

Szanowni Państwo, oto ostryga.

Ta informacja Państwu się przyda,

Kiedy znajdziecie ją na talerzu

na eleganckim przyjęciu w Zgierzu.

Taka ostryga, Panowie, Panie,

ma niesłychanie zdrowe działanie.

Cholesterolu poziom nam zbija,

że się nikomu nie zatka szyja.

W bród elementów mikro zawiera,

tłuszczu zaś ma tak gdzieś bliżej zera.

A jak wygląda, to każdy widzi,

wzmaga potencję – spytajcie Lidzi….

…Lidzia nie powie, Lidzia się wstydzi.

 

Równolegle Ewa prowadziła działalność edukacyjną – od programów telewizyjnych, artykułów, szkoleń dla kucharzy, po spotkania z niewidomymi dziećmi w Laskach.

Niewiele osób wówczas wiedziało, co to jest ostryga bądź inne jadalne małże – jak smakują, kiedy się je podaje, jak się je przyrządza. A wszyscy byli głodni wiedzy…

Przez te wszystkie lata zdarzały się i zakręty. Najpoważniejszy z nich był po wejściu do Unii Europejskiej i otwarciu granic, kiedy nie było już potrzeby posiadania stu dokumentów i dwustu pieczątek. Nastąpił wtedy prawdziwy wysyp konkurencji, dla której najważniejszym kryterium zakupu towaru była cena.

Ale zarówno w tej sytuacji, jak i w innych trudnych chwilach, La Maree pozostała wierna swoim niezmiennym wartościom i nigdy nie wkroczyła na drogę walki cenowej kosztem jakości.

Przetrwała przez 27 lat dzięki swoim wiernym klientom.

Teraz nadszedł dla nas wszystkich ciężki czas. Restauracje są zamknięte, więc często gotujemy coś w domu. Wciąż dołączają do nas nowi klienci. Dzięki tym stałym i tym nowym, La Maree ma szansę przetrwać ten pandemiczny kryzys i wciąż cieszyć Was i Wasze wymagające podniebienia tym, co najzdrowsze i najsmaczniejsze.

 

http://www.lamaree.pl