Sąsiedzkie rozmowy wilanowskie o wzajemnym szacunku

DSC_5634 (1000x669)

Za każdym razem, spacerując po Miasteczku Wilanów, zachwycam się pięknymi kwiatami na balkonie tuż nad włoską knajpką przy Hlonda, cudnymi pelargoniami na latarniach wzdłuż ulicy Sarmackiej – co roku obsadzanymi i pielęgnowanymi przez zarządców nieruchomości, przy których się znajdują (jak oni to robią, że te kwiaty takie ładne?), wypielęgnowaną zielenią przy poszczególnych osiedlach, estetycznymi ogródkami kawiarnianymi i restauracyjnymi, zielonymi ogrodami na dachach, mijam po drodze ogródki, balkony, dziedzińce i cieszę się z każdej estetycznej aranżacji, nowych drzewek, kwiecistych rabat, estetycznych mebli.

Gdzieś jednak kątem oka dostrzegam wypłowiały, słomiany płot… Nie poświęcam mu czasu w poszukiwaniu kontynuacji moich radosnych, estetycznych doznań. Niestety im głębiej w las tym robi się ciemnej, a rozpadające się trampoliny, beztrosko powiewająca na wietrze bielizna osobista sąsiada, czy też pozostałości po budowie sprzed pięciu lat, przechowywane chyba już tylko jako pamiątki po euforii wykańczania swojego gniazdka, pozbawiają mnie resztek złudzeń. Nie będzie tak pięknie, jak obiecywano, wizualizacja zarówno moja, jak i dewelopera nie przewidziała sąsiedzkiego braku szacunku.

 

DSC_5634 (1000x669)

 

Spotykam po drodze sąsiadkę, z pewną nieśmiałością zagaduję co sądzi na temat różnorodności i skrajnie odmiennej stylistyki ogrodzeń posesji naszych sąsiadów?  Dyskusja prowadzi do wniosku, iż owszem naturalne jest to, że w ciągach komunikacyjnych każdy będzie chciał mieć swój skrawek zielonej oazy, miejsce w którym wypije poranną kawę i przeczyta gazetę, niekoniecznie w towarzystwie sąsiadów, ich dzieci i wścibskich czworonogów, ale nie musi od razu oddzielać się kolejnym płotem. Można przecież wykorzystać do tego zieleń, stworzyć naturalną barierę, która zapewni intymność i nie odbierze uroku osiedlu.

 

DSC_5654 (1000x670)

DSC_5653 (1000x670)

DSC_5640 (1000x669)

 

Gdzieś jednak w tej chęci alienacji, choćby chwilowej po pracy, trzeba pamiętać, że obok mieszkają sąsiedzi, że oni wciąż śnią ten swój wilanowski sen, ściśle według wizualizacji jakie im przedstawiano, a na której nie było elementów niekontrolowanego bałaganu, rozkładających się ogrodzeń i narzędzi budowlanych. Być może warto czasem pamiętać, że jest ziarnko prawdy w powiedzeniu: „Jak Cię widzą, tak Cię piszą”, a przecież relacje z sąsiadami są jednym z fundamentów szczęśliwego życia w społeczności jaką jest Miasteczko Wilanów.

Korzystając ze sprzyjającej aury, posprzątajcie swój bałagan i uśmiechnijcie się do sąsiada, na pewno odpowie uśmiechem!

P.S.