Niech mniejszość nie organizuje nam życia!

Polacy uwielbiają rozmowy o polityce. Nie ma praktycznie okazji, by nie komentowali oni wydarzeń politycznych, dzielili się na obozy, a nawet kłócili. Przez większość domów, jak za czasów „komuny”, często „przechodzi linia podziału”. PiS czy Platforma, a może Lewica, czy może Kukiz ? Wydawać by się mogło, że polityka jest w centrum naszych zainteresowań, a co za tym idzie, że wybory jako święto demokracji powinny być momentem masowej aktywności narodu idącego do urn decydować o przyszłości kraju. Nic bardziej mylnego.

W Polsce w wyborach średnio uczestniczy połowa uprawnionych do głosowania. W pozostałych krajach postkomunistycznych, jak wynika z danych Fundacji im. Stefana Batorego, średnia jest znacząco wyższa. W większości wypadków przekracza 70%. Nawet nie najlepiej wypadliśmy w pierwszych wolnych wyborach parlamentarnych w 1991 r. Uczestniczyło w nich zaledwie 43,2% uprawnionych do głosowania. W pozostałych krajach postkomunistycznych w pierwszych wolnych wyborach zdarzało się, że frekwencja przekraczała 80%.

Niestety nie od dziś wiadomo, że umiemy działać tylko w chwilach zagrożenia, gdy nasza narodowa solidarność jest niezbędna do przetrwania. Wtedy różnice znikają. Pod obcym panowaniem potrafimy „zewrzeć szyki”. Robimy powstania, tworzymy państwo podziemne, opozycję demokratyczną w PRL, a wszystko tylko w chwilach próby, bo w codzienności już gorzej. Jesteśmy pełni sprzeczności, za wolność oddamy życie, a jak ją już mamy, to nas ona mało interesuje.

Uznajemy, że nasz jeden marny głos niewiele zmieni, bo ten nie jest wtedy manifestacją naszego oporu, ale głosem poparcia dla kogoś lub czegoś. Lepiej pojechać na grilla niż pójść do lokalu wyborczego i w 10 minut zagłosować. I wpadamy we własną pułapkę. Nie lubimy polityków, bo są według nas beznadziejni, nie głosujemy na nich, bo to nasz protest, bo nie widzimy w nich ludzi odpowiednich na dane stanowiska, no i co się dzieje ? Głosuje mniejszość na tych, którzy większości nie przypadają do gustu. Jest na to jeden sposób, wybrać swoich i zagłosować. Niech mniejszość nie decyduje o większości. Niech mniejszość nie organizuje nam życia.

 Nie wierzę – sprawdzam!

Trzeba rozejrzeć się dookoła, podsumować, co zostało zrobione w ciągu ostatnich lat, co się zmieniło na lepsze lub gorsze. Najważniejsze przed wyborami to nie wierzyć politykom, bo od lat nikt ich nie rozlicza z obietnic. Trzeba pamiętać, że im wygrana jest mniej pewna, tym większe skłonności do składania wyborcom obietnic. Mało kto zwraca uwagę na to, że po obietnicach można poznać, na ile poważnym człowiekiem jest polityk. Jeśli obiecuje gruszki na wierzbie, można sobie go odpuścić. Jeśli jednak udowadnia, że wie, co mówi, że rozumie ludzi i dysponuje wiedzą, jak zmieniać kraj, to możemy być pewni, że jest kandydatem wartościowym. Potem wystarczy tylko pilnować realizacji złożonych obietnic.