Gwiazdy koncertują w WILANOWIE

Kayah, Maciej Maleńczuk, Krzysztof Krawczyk, Magda Umer, Piotr Bałtroczyk. Wymienieni artyści gościli lub wkrótce pojawią się w Wilanowie. Dzielnica co prawda nie dysponuje dużą salą koncertową, ale kultura nie wymaga przecież tysięcy miejsc siedzących, tylko sprzyjającej atmosfery.

 

Długo oczekiwany występ Kayah nie zawiódł. Ostatnie bilety rozeszły się na półtora miesiąca przed koncertem. Artystce towarzyszył kwartet smyczkowy. Royal Quartet nadał piosenkom zupełnie inne brzmienie. Połączenie klasyki z muzyką rozrywkową dało wyjątkowy efekt. O Wilanowie, Warszawie i muzyce mieliśmy okazję porozmawiać z Kayah tuż po jej koncercie w Kuźni Kulturalnej. Katarzyna Szczot, bo tak naprawdę nazywa się artystka, odpowiedziała na kilka naszych pytań.

 

Jesteś Kayah rodowitą warszawianką. Które dzielnice są Ci najbliższe i z czym kojarzy Ci się Wilanów?

 

Moje życie podzieliłam między Ochotę i Saską Kępę. Obecnie mieszkam przy trasie Otwockiej, ale Warszawę kocham absolutnie w całości! Wilanów kojarzy mi się oczywiście z pałacem i wycieczkami szkolnymi, które wielokrotnie tam odbywaliśmy. Spacerowałam tu także jako świeżo upieczona mama. W Wilanowie odbyła się przysięga szkolna na rozpoczęcie roku szkolnego mojego syna. Z tą dzielnicą kojarzą mi się również takie prozaiczne zajęcia jak wizyty w gabinecie dentystycznym mojej przyjaciółki oraz odwiedziny ekskluzywnych mieszkań i domów znajomych. Tu zaczyna się też fajna trasa rowerowa, prowadząca do Powsina, z której często korzystam.

 

Czy związki z Warszawą przekładają się na Twoją twórczość? 

 

Myślę, że miejsce, w którym żyjemy, ma bardzo duży wpływ na to życie, inspiruje nas i uwrażliwia w wyjątkowy sposób. Warszawa ma swój rytm. Tu żyje się w pędzie, o wiele szybciej niż w innych polskich miastach. Może to decyduje o moim temperamencie scenicznym… Największy hołd stolicy oddałam, śpiewając wzruszającą piosenkę „Warszawo ma”.

 

Przed chwilą koncertowałaś wspólnie z Royal Quartet w Kuźni Kulturalnej. Jak oceniasz ten występ?

 

Było cudownie. Mam fantastyczne wspomnienia. To zasługa między innymi lokalizacji w pobliżu perły Wilanowa – Pałacu króla Sobieskiego i imponującego zabytkowego parku. Po drugie, to odrestaurowany elegancki lokal z kulturalnymi ambicjami. Dzięki takiej atmosferze poczuliśmy się jak w domu, a to wpływa w znaczący sposób na przebieg koncertu – na samopoczucie wykonawcy i ciepłe przyjęcie przez publiczność.

 

Zazwyczaj występujesz w dużych salach koncertowych. Kuźnia Kulturalna to miejsce kameralne. Często występujesz w tego typu lokalizacjach?

 

Zdarza się, nie ukrywam. Bardzo to lubię.

 

Jakie są zalety występów w kameralnych miejscach? Czym różni się publiczność takich obiektów od publiczności sal typu Kongresowa?

 

Kameralne koncerty pozwalają na nawiązanie szczególnej więzi z każdą osobą z publiczności. Odnosi się wrażenie, że możemy być z każdym oko w oko, bardzo intymnie, prawdziwie… Nie ma przepaści między sceną a audytorium. Atmosfera bardziej przypomina osobiste urodziny. Można sobie pozwolić na więcej dygresji, a nawet żartów. No cóż, tego wieczoru w Kuźni śmialiśmy się do łez, aby za moment, podczas smutnych piosenek, wzruszyć się.

 

Po koncercie długo rozdawałaś autografy i rozmawiałaś z fanami. O co najczęściej pyta publiczność?

 

Zawsze po koncertach poświęcam ludziom maksimum czasu. Zasługują na to, bo wykonali pewien wysiłek, żeby dotrzeć na występ, a ja doskonale wiem, że bez odbiorcy artysta ginie. Dlatego tak bardzo szanuję moją publiczność. Są to zawsze bardzo ciepłe spotkania – tak serdeczne, jakbyśmy się długo znali. Być może poprzez słuchanie moich piosenek przez lata staję się dla ludzi kimś w rodzaju dziewczyny z sąsiedztwa. Najczęściej rozmawiamy o emocjach, jakie wywołują piosenki, o tym, co zmieniły one w ich życiu, co pomogły zrozumieć. To miłe uczucie wiedzieć, że własna twórczość ma taki wpływ nawet na czyjeś decyzje życiowe.

 

W trakcie koncertu towarzyszył Ci kwartet smyczkowy Royal Quartet. Zabraliście publiczność w niezwykłą podróż muzyczną po całym świecie. Muzyka którego kraju jest ci najbliższa?

 

Bardzo lubię rytmy orientalne, ale nie mam ulubionego gatunku czy kierunku. Generalnie muzyka to moja pasja. Cieszę się, że wciąż mogę ją rozwijać, dawać dużo radości innym, sama przy tym się ciesząc.

 

Czy wrócisz jeszcze na koncerty do Wilanowa? 

 

To moje marzenie! Prowadzę równolegle kilka projektów. Poza moimi przebojami występuję z Marcinem Wyrostkiem (akordeonista – przyp. red.), jestem zaangażowana w jazzowy projekt z trio Jana Smoczyńskiego, jak i projekt Transoriental Orchestry. Czekam tylko na zaproszenie…

 

Rozmawiał Daniel Wilk

fot. z koncertu  Barbara Olszewska / www.barbarka.pl

fot.  Magda Wunsche & Samsel/KAYAX

 

Kayah (Katarzyna Szczot) urodziła się w Warszawie 5 listopada 1967 r. Debiutowała w 1988 r. na festiwalu w Opolu, kiedy to zaśpiewała utwór „Córeczko”. Na przełomie lat 80. i 90. ub. w. artystka pracowała w Wiedniu jako modelka. Po powrocie do kraju występowała w chórkach De Mono, Stanisława Soyki i Grzegorza Ciechowskiego. Pierwszą autorską płytę zatytułowaną „Kamień” wydała w 1995 r. Od tego czasu na stałe zagościła na polskiej scenie muzycznej. Koncertowała i nagrała płytę z bałkańskim muzykiem Goranem Bregovićem. Można było ją także usłyszeć z Cesarią Evorą, Krzysztofem Kiljańskim, Renatą Przemyk. Zasiadała w jury muzycznego show telewizyjnego The Voice of Poland. 

W 2010 r. znalazła się na 64. miejscu w rankingu najcenniejszych gwiazd polskiego showbiznesu magazynu Forbes. Do jej największych przebojów należą m.in.: „Fleciki”, „Supermenka”, „Testosteron”, „Prawy do lewego”, „Śpij kochanie, śpij” oraz „Jaka ja Kayah”.